Ma voi ridika din mormint

o so razbun au toat puterile intunericului!

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Witajcie zbłąkane duszyczki! Po 12 godzinach w pracy czuje się po prostu wyprany. Mam lekkiego doła który będzie się zapewne pogłębiał z czasem ponieważ moja luba musiała wrócić do domu. Już tęsknię ;/

Zapewne w weekend kolejne opowiadanie, a już teraz prezentuje wam zapowiedź jednego z fragmentów video bloga mojego oraz Sydney'a. Enjoy
Tagi: Masakra
27.02.2012 o godz. 22:38
Może razem staniemy w głębi Tysiąca Grót,
jak to się stanie, nie wiemy, zacznie się nowy trud.
Patrzysz w me oczy, opuszczasz wzrok,
czy obca jestem tobie,
chodź, zatańcz ze mną, powtórzmy kroki,
a skocze dla ciebie w ogień.

Drużyna Trzeźwych Hobbitów - Pieśń Luthien

***

River mknęła przez noc. Koń dyszał ostatkiem sił, lecz ona była bezlitosna i ponaglała go nieustannie. Musiała znaleźć Ardosa. Była pewna, że znajdzie go w Amartah. To jedyne miasto po drodze. Musiał się tam zatrzymać.

***

- Omińmy lepiej Amartah - oznajmił bard.
Ardos pokręcił przecząco głową.
- Czuję, że właśnie tam powinniśmy się udać. - powiedział.
- Ardosie to największe miasto w okolicy, pamiętasz co się stało gdy ostatnim razem odwiedziliśmy pewne miasteczko? Pamiętasz płomienie i wrzaski umierających ludzi?
- Właśnie dlatego wejdziemy tam incognito.
- Mamy się przebrać? - zapytał Mieszko.
- Nie, mój drogi - ty wejdziesz do miasta otwarcie, ja zaś zakradnę się w nocy.
Bard długo był nieprzekonany, ale w końcu uznał, że lepiej będzie jeśli wejdą osobno. Może dzięki temu on przeżyje w razie jakichś komplikacji.

***

Jeszcze przed zmierzchem Mieszko wkroczył do miasta. Zapytany przez strażnika o godność przedstawił się zgodnie z prawdą jako światowej sławy(no tutaj przekoloryzował) bard Mieszko. Nie było powodu aby używał fałszywego nazwiska, w końcu nikt nie wie, że podróżował z Ardosem. Tak jak się umówili zatrzymał się w gospodzie "Pod trzema wiedźmami". Ardos słyszał, że to porządna gospoda. Jak się okazało źle słyszał. Bard od gospodarza otrzymał jedynie mętne i smakujące jak czysty spirytus piwo. Mimo to gospoda była wypchana po brzegi. Jej klientela składała się głównie z pijaków, złodziei i Bóg raczy wiedzieć kogo jeszcze. Bard starał się nie prowokować i w milczeniu dopijał swoje piwo. Po dwóch godzinach zaczął się już martwić. Ardos powinien dawno doń dołączyć. Nagle poczuł, że budynkiem zatrzęsło. Posypał się tynk ze ścian. Poczuli to również klienci "Pod trzema wiedźmami" bo przypadli do ziemi w oczekiwaniu na kolejne wstrząsy. Bard zerwał się na równe nogi i wyszedł z gospody. To co zobaczył przeszło jego najgorsze oczekiwania. Na rynku przy którym znajdowała się gospoda stał w całej swej okazałości cztero-metrowy demon. Z jego nozdrzy buchały zielone iskry, oczy jarzyły się wściekłą zielenią kopyta przytupywały wściekle. Skrzydła trzymał przy sobie, a kiedy wydał z siebie przeraźliwy okrzyk kamienna droga rynku zaczęła pokrywać się czernią. W odległości może siedmiu metrów od niego stał Ardos prężąc łuk. Khrone wydał z siebie ponowny ryk nieznanym języku i w jego pazurzastej dłoni pojawił się ogromny miecz. Ardos błyskawicznie odrzucił łuk i dobył z pochwy swój. Demon ruszył na wampira z wściekłym okrzykiem.

***

Samu wszedł do Amartah wraz ze swoją armią nieumarłych. Wiedział, że demon tu jest. Było go słychać już tutaj. Pora wyrównać rachunki. Gildia magów zapłaci za swoje grzechy, a zacznie już dziś od zniszczenia ich ulubionej zabawki - Khrone...

***

River była już blisko. Kiedy koń padł z wycieńczenia zostawiła go postanowiła biec do miasta. Słyszała już z tej odległości wściekłe ryki demona. Błagała los aby nie było za późno...

Koniec części drugiej


24.01.2012 o godz. 11:41
Nie cierpię weekendów...
Za dokładnie 17dni będę szczęśliwy, do tego czasu - dupa zbita...

Oto co zrobiliśmy w sobotę w kuchni:


Już dziś wieczorem kolejna część mojego opowiadania! Łiiiii! Miała być na wczoraj, ale napisałem kilka zdań i znów stwierdziłem, że brnę w ten sam kiepski wątek który wcześniej stworzyłem ;/ Zainteresowani wiedzą o co chodzi. Tak więc dziś Ardos i River powracają na dobre! :)
23.01.2012 o godz. 11:35
Nigdy nie podejrzewałem, że kiedykolwiek o weekendach będę myślał z niechęcią. Każdy weekend teraz dłuży się i z wytęsknieniem czekam poniedziałku kiedy znów będę mógł pracować i nie myśleć o tym, że w domu nikt na mnie nie czeka... Miśku tęsknie... Pusto tu bez Ciebie...



Dziś w rozmowie z Martą przypomniał nam się pewien zajebisty kawałek z dzieciństwa. Kiedyś to się miało kasetę, radiomagnetofon firmy XYZ i kredkę... Dzisiejsza młodzież już tego nie zrozumie... To był klimat:
20.01.2012 o godz. 19:43
Dzień dobry. Moje nazwisko Grzegorz J. Dzwonie do pani w imieniu operatora sieci komórkowej XYZ... wejdzie mi w krew niewątpliwie...

Jako zaspany, ale na szczęście szczęśliwy(ale to zabrzmiało) człowiek chciałbym dodać treściwy wpis. Póki co idzie mi kiepsko. Tak więc do rzeczy. Zapraszam po raz kolejny na stronę www.onlygames.pl dla której piszę artykuły czasem newsy a już niebawem na stronie pojawi się również podsumowanie roku 2011 oczami każdego z redaktorów. W ramach spojlera mogę tylko napisać, że Według mnie:

Trzy najlepsze tytuły 2011:
1. Star Wars The Old Republic(relacja z betatestów mojego autorstwa http://www.onlygames.pl/artykul-star_wars_the_old_republic_-_playtest-1557.html)
2. Wiedźmin 2 Zabójcy Królów
3. Gears Of War 3

Trzy największe rozczarowania 2011
1. Duke Nukem Forever
2. Battlefield 3
3. F.3.A.R.(zapraszam do lektury recenzji mojego autorstwa: http://www.onlygames.pl/artykul-f_3_a_r__-_recenzja-1532.html)

Oraz trzy największe nadzieje na rok 2012:
1. Diablo 3
2. Max Payne 3
3. Alan Wake(PC)

Dlaczego taki a nie inny wybór? Wszystko uzasadniam w tekście, który na dniach na łamach Onlygames.pl. I nie pytajcie mnie o Skyrima ;) Otarłem się o niego i wiem, że jest epicki, ale w chwili obecnej przerabiam Wojnę na Północy ;)

Po autoreklamie przyszła pora na podsumowanie dnia... Cóż od około ósmej pięć ten dzień stał się zacny, zaiste powiadam wam. Jak mawiają: nim kobiet zrozumiesz kaprysy bez zębów będziesz i łysy ;) Straszliwie nie mogę doczekać się przyjazdu mojej Marty. Chyba jej żebra połamię jak się do niej przy powitaniu przytulę :D

W pracy pierwszy dzień na słuchawkach minął całkiem dobrze. Co prawda nic nie sprzedałem, ale według superwajzora(taaa wiem że to się tak nie pisze :D) było bardzo dobrze i nie popełniam żadnych błędów, a fakt że nic nie sprzedałem... cóż w pierwszy dzień jakbym coś sprzedał to byłby to ogromny szok. BTW: Są klienci którzy pogadają z Tobą i są w porządku, a czasami zdarzają się takie skur*ysyny, że mam ochotę przejść przez kabel i przywalić takiego w łeb... Po prostu nie rozumiem wyżywania się na kimś bez powodu.

Z dnia na dzień jestem bliżej wyznaczonego celu. Co raz bliżej tego swojego miejsca w którym w końcu uzyskam spokój... Gdy będę mógł usiąść nie martwić się jutrem i móc sobie powiedzieć: Teraz już tylko będzie lepiej. I będzie...

I tak na odstresowanie ;)


P.S. Miśko witaj ponownie na BloBlo ;*
17.01.2012 o godz. 23:18
Ostatnia łza
Ostatnia krwawa plama
Ostatnia wątpliwość
Modlitwa o sen

Ostatni uśmiech
Ostatni krzyk
Pierwszy śmiech
Modlitwa o sen

Nie chcę
Nie mogę
Nie czuję
Modlitwa o sen

Ty jedna
Ty pierwsza
Ty ostania
Modlitwa o sen


Tak wiem, poetą nie będę...

Tagi: River
16.01.2012 o godz. 21:26
Gerciu coś mi marudził i mam wrażenie, że tęskni za moim starym zrzędliwym i pełnym jadu stylem. Więc proszę bardzo. Będzie Tenen bez cenzury(prawie :D):


Don't you remember when you were young
And you wanted to set the world on fire?
Somewhere, deep down, I know you do.
And don't you remember when we were young
And we wanted to set the world on fire?
'Cause I still am, and I still do...


Co mnie ostatnio potwornie wku*wia to ludzie w komunikacji miejskiej. Babcie w moherach patrzące na ciebie jakbyś samym wyglądem głosił, że w dupie masz krzyż pod pałacem. Albo gimbusy z ryjem ulizanym na bajbera(któremu szerze i otwarcie życzę przytulenia przez dobrze wyposażonego spoconego murzyna). Nie rozumiem czy dzisiejsze dziewczyny od mężczyzn wolą cioty pozbawione własnego charakteru? Nie przeczę, że cieszyłbym się gdybym sam choć trochę wyglądał jak Johnny Depp ale ludzie bez przesady... Poza tym Johnny to klasa sama w sobie a bajber...

Dobra bo zbaczam z tematu. Wku*wia mnie też fakt, że niepotrzebnie kupuję bilety. Ani razu nie trafiłem na kanara. ANI RAZU. Od dziś bojkot - jeżdżę na gapę, a jak mnie kanar złapie to (cytując mistrza Jay'a)"mu się chyba zesram do torby".

Kolejna sprawa to fakt, że wbrew moim oczekiwaniom nie zniszczyłem systemu i sam stałem się jednym z trybików kapitalizmu. Ulizany ryj, golenie i sru do pracy. I tak dziesięć godzin. Wracam do domu i nie nadaję się już do niczego. A to dopiero początek... Może jeszcze kiedyś się dorobię i będę mógł pie*dolić system...

Wszystkie te małe sprawy tylko pogłębiają moją depresję i tęsknotę za ukochaną. Jasna cholera... Normalnie najchętniej bym poleciał na piechotę do T., ale nie mogę. Mam do płacenia raty, sraty, długi i inne gówna.
Byle do drugiej połowy lutego... byle do drugiej połowy lutego...

Wytrzymam...

15.01.2012 o godz. 20:43
Nie mam w zwyczaju tęsknić. Zwykle bardzo szybko godzę się z tym, że czegoś nie mam. Pomimo bólu, bardzo szybko pogodziłem się ze stratą ojczyma. Szybko też przestałem tęsknić kiedy mój najlepszy przyjaciel wyjechał z miasta i zaczął pracować w Warszawie.

Dopiero kiedy sam zostałem zmuszony do kilkumiesięcznej rozłąki z Martą(My Precioussss) poczułem czym jest prawdziwa tęsknota. Wracam codziennie z pracy do domu z tym uczuciem, że nikt na mnie nie czeka. Że po powrocie tylko cztery ściany i przytłaczająca pustka. Nic mnie nie bawi. Zabijam czas czytając książki, oglądając filmy i grając w gry, ale o dziwo nic nie sprawia mi przyjemności. Czytać wolałbym w towarzystwie Marty, oglądać filmy chciałbym z nią, a i grać wolałbym z nią... na przykład we Władcę Pierścieni: Wojnę na północy w Co-opie :) Niby teraz rzuciłem dowcipem, ale nie łudźcie się - na moich ustach nawet przez chwilę nie zagościł uśmiech... Wszystko jest tu tak przeraźliwie szare... Zabijam czas...

O dziwo, gdy byliśmy jeszcze razem i staraliśmy się wykorzystać każdą sekundę razem, czas zasuwał jak królik na koksie. Teraz z kolei minuty to godziny, godziny to dni, a dni to miesiące...
Sytuacji nie poprawia muzyka, która miast przynosić ukojenie tylko pogłębia moją depresję. Sam sobie to robię słuchając takich a nie innych utworów, ale co poradzę. Jaki humor taka playlista...

Nie kładę się już spać. Do łóżka idę dopiero kiedy już z wycieńczenia przynajmniej raz walnę głową o blat stołu. Wszystko po to aby zasypiać jak najszybciej. Największą bowiem tęsknotę czuję gdy leżę w łóżku... Nie czuję ciepła jej ciała. Brakuje mi jej zapachu... W nocy często budzę się i z przerażeniem odkrywam, że jej przy mnie nie ma. Wszystko sprowadza się do prostego wniosku. Kocham ją. Kocham najmocniej na świecie i tęsknota doprowadza mnie do szaleństwa. Obiecałem się nie mazać... Postaram się...



no i się pomazałem... ;/


And all I need is you
Come please Im callin
And oh I scream for you
Hurry Im fallin
Im fallin

15.01.2012 o godz. 01:54
Wracam na dobre na Bloblo. Rzekłem i słowa dotrzymam.

Po przejściach, wzlotach i upadkach. Po wzbogaceniu się o pakiet nowych blizn tu i ówdzie. Po poznaniu kilku nowych słów jak miłość, przyjaźń, depresja, oczyszczenie czy nadzieja. Po utracie i odzyskaniu sensu istnienia. Wracam. Wracam i mam Wam kilka ważnych rzeczy do powiedzenia:
1. Miłość istnieje. Trzeba o nią czasem walczyć, ale jeśli się zdarzy ta prawdziwa to nie można się poddawać. Ja już wiem, że mam kogoś dla kogo skoczyłbym w ogień. I wiem, że ona zrobiłaby dla mnie to samo.
2. Przyjaciele się zdarzają. Tacy prawdziwi, który widząc cię w bagnie wyciągną do ciebie rękę i zrobią wszystko byś odzyskał nadzieję. Dadzą ci kopa w dupę i powiedzą, że to nie koniec. Że nie po to się z tobą przyjaźnili żeby teraz patrzeć jak wszystko niszczysz. Dobre dni przyjdą, ale musisz im w tym pomóc.
3. Na rodzinę pomimo waśni, sporów i kłótni, mimo wszystko można liczyć... Kto by pomyślał :D
4. Najważniejsze: istnieją kobiety piękne, mądre i inteligentne! Sam nie wierzyłem, ale prawie dwa lata temu się o tym przekonałem. Do dziś jestem w stanie szoku. Najbardziej jednak szokująca informacja: Owa kobieta wytrzymała ze mną w związku przez te prawie dwa lata! I kocha mnie! I ja ją też!
5. Tak wiem, że piszę jakby innym stylem, ale spokojnie... ten wpis to podsumowanie i przedsmak nowego mnie ;) Moje pióro nadal tryska jadem! Beware! Fuckin Pokemons...

Na zakończenie dwa utwory:
Dla mojej Wampirzycy:


Dla wszystkich zgubionych dusz:


P.S. Pod względem muzycznym nie zmiękłem, ale akurat Nickelback zawsze lubiłem :D
13.12.2011 o godz. 14:18

Nie potrzeba mi
Zakrętów dróg i morza łez,
Tylko pozwól nam
Dotykiem drżącym
Dłonie spleść.

Nie potrzeba mi
Niewiary i udręki snu,
Pozwól tylko czuć,
Jak przy mnie chwilą stoisz znów.

Nie potrzeba już
Niepokój mierzyć sercem wprost,
Wszystko jedno mi,
Ja każdy, byle z tobą los.

Tylko jeden, jeden raz,
Pośród wiosny twoich warg,
Pozwól spaść i niech się świat
Nagłym świtem skończy w nas.

Nie potrzeba nam,
Zakrętów dróg i morza łez,
Tylko pozwól mi
W dotyku prawdy
Głowę wznieść.

Tylko jeden, jeden raz,
Pośród wiosny twoich warg,
Pozwól spaść i niech się świat
Nagłym świtem skończy w nas.
Chociaż raz, jeden raz,
Chociaż raz, jeden raz.

Tylko jeden, jeden raz,
Pośród wiosny twoich warg,
Pozwól spaść i niech się świat
Nagłym świtem skończy w nas.
Tylko jeden, jeden raz,
Niech w nas dzikie wino gra,
Ponad dachem ziemi, hen,
Tak łaskawie jak się da.

Nie potrzeba mi
Niewiary i udręki snu,
Tylko pozwól nam
W godzinę życie przeżyć znów!

http://www.youtube.com/watch?v=mRJciFLW2t0
08.12.2011 o godz. 16:40
Zapraszam na rift.pl ;) Od jutra płodzę newsy, ówczesny newsmen dopiero wrócił z urlopu a ja przejąłem jego obowiązki ;) Jutro wrzucę też linka do mojej recenzji Rage ;)

Czuwaj!

13.11.2011 o godz. 18:55
Witojcie panocki!

Pierwsza przypowieść którą obiecałem opowiedzieć na blogu to historia jak oto z mą ukochaną ruszyliśmy do komisu wystawić radio z samochodu. Otóż owego zacnego dnia pogoda była niepewna i w kilka chwil po opuszczeniu mieszkania zaczęło siąpić. W dwóch przybytkach zwanych lombardami cena oferowana za nasze cud miód radio była niezadowalająca więc skierowaliśmy swe kroki do pierwszego w mieście komisu, którego początki sięgają pamiętnego roku 1991. Na miejscu jednak frustracja mej lubej najwidoczniej sięgnęła zenitu. Przybytek miał być otwarty od 10 do 13 a my jak z przykrością stwierdzam już o 12:30 pocałowaliśmy klamkę. Po krótkich negocjacjach z drzwiami uznałem iż wyważyć się nie da i najprawdopodobniej właściciel wybył. Marta nie wytrzymała nerwowo i wybuchnęła:
- Najwidoczniej ktoś - a mówiła to głosem pełnym pogardy - zrobił sobie przerwę! O półgodziny wcześniej niż powinien!
Wtedy zza jej pleców niczym w Harrym Potterze zmaterializował się przerażony właściciel komisu i przepraszającym tonem zaprosił nas do środka. Luba ma zapłonęła niczym piwonia i nie wypowiedziała już ani słowa wewnątrz będąc. Mimo to łysiejący pan z komisu zerkał na nią z respektem i koniec końców zaoferował najatrakcyjniejszą ofertę. Cóż... Widno z oczu mej wampirzycy jeszcze długo po wypowiedzeniu magicznego zaklęcia raziły gromy ;)

Zapraszam na Woodstock!
O ile moja podnieta tegorocznym składem jest umiarkowana(The Prodigy! Buldog! Heaven Shall Burn!) bo mimo wszystko za mało polskich dobrych kapel o tyle warto poczuć klimat "Miłość, Przyjaźń, Muzyka!" ;)

Niebawem najpewniej wybiorę się do pracy zagranicę... Cóż nie pykło ze studiami jakbym chciał...

Ze studiami powiedzmy że lista rezerwowych na Uniwersytecie Jagielońskim to nie było to o czym marzyłem... Podjąłem decyzję iż w dupie póki co mam studia. Muszę napisać angielski rozszerzony i rozszerzony WOS - może wtedy będę usatysfakcjonowany.

Frugo oficjalnie wróciło! Cieszta się ci co pamiętają ;)

"Idź po Frugo, zanim wyyyjdzie"

No i kawałek for tudej ;)
Muse - Feeling Good

26.07.2011 o godz. 20:40
"I hear them getting closer
Their howls are sending chills down my spine
Time is running out now,
They're coming down the hills from behind "
Within Temptation - The Howling

Powoli skradała się do wioski. Potrzebowała wierzchowca i to pilnie. Nie wiedziała gdzie szukać Ardosa, ale jeśli miała próbować go znaleźć to na pewno nie na piechotę.
Przy pierwszej chacie nie zauważyła żadnej stajni. Dopiero druga dawała nadzieję na zdobycie konia. River ostrożnie zakradła się do dużego budynku obok domu. Delikatnie stąpała po ciemnym pomieszczeniu wyczekując każdego nawet najmniejszego ruchu. Niczego nie zauważyła. W głębi usłyszała lekkie parsknięcie. Jest więc nadzieja na wierzchowca. Miała rację: za potężnymi drzwiami znajdowały się dwa konie. Oba były rozbudzone. Najpewniej wyczuły jej obecność i teraz przyglądały jej się przez szpary z ciekawością. Podeszła do drzwi i zbadała kłódkę. Nic specjalnego. Nie miała więc problemów z jej rozwarciem. Otworzyła drzwi i wtedy go usłyszała.
- Odwróć się kobieto. - powiedział zaniepokojony męski głos.
Powoli zwróciła się ku niemu. Mężczyzna musiał ukrywać się w stercie siana. Pewnie tam spał. Skrzypiące drzwi musiały go zbudzić.
- Wiem co chcesz zrobić. To konie mojego ojca. Nie pozwolę ci na ich kradzież.
- Lepiej zejdź mi z drogi głupcze. Nawet nie wiesz w jakim jesteś niebezpieczeństwie. - odparła spokojnie.
- Zawołam straż jeśli nie odejdziesz. - zagroził.
- Nie waż się!
Wiedziała, że jeśli go zabije, zyska dodatkową siłę. Nie chciała jednak zostawiać śladów. Coś podpowiadało jej, iż zabijanie cywili to nie najlepszy pomysł. Zanim jednak zdążyła zareagować chłopak zaczął wrzeszczeć i pozostało jej jedno.
Krew bryznęła, chłopak padł na ziemię, a konie zarżały. Pociągnęła za uprzęż i wyprowadziła jednego ze stajni. Chwilę później już opuszczała wioskę.

***

Miasto płonęło. Magowie spalili wszystko do szczętu. Na rynku piętrzyły się trupy, a krew spływała rynsztokami. Hrabia poniósł jednak klęskę. Nie znalazł wampira. Rada znów go ukarze. Wiedział, że porażki nie są tym czego potrzebują magowie w dzisiejszych ciężkich czasach...

***

- Nie spodziewałem się takiej historii. - powiedział Siemosyt.
- Dziwnym by było gdybyś się takowej spodziewał kuzynku - zaśmiał się Mieszko.
Podążali sporą gromadą przez las robiąc więcej hałasu niż stado orków podczas libacji. Ardosa poważnie niepokoił atak magów na wioskę. Skąd wiedzieli, że tam jest? Renftrei była jego pierwszą myślą. Był niemal pewien, że maczała w tym palce. Bard nie podzielał jego troski, jednak również uznał, że trzeba się rozdzielić.
- Nasza gromadka jest zdecydowanie przeludniona. - oznajmił.
- Co masz na myśli bardzie? - Spytała żona Siemosyta.
- Nie chodzi o to że nas spowalniacie. Chociaż może też... - dodał półgębkiem - Ale po prostu będąc z nami narażeni jesteście na wielkie niebezpieczeństwo. Musimy się więc rozdzielić.
- Jestem za - powiedział Siemosyt - życie mi nadal miłe.
- W porządku, rozbijemy tu obóz, a rano ruszycie już bez nas.
Renftrei łypała to na Ardosa to na Mieszka najwyraźniej rozumiejąc, że jej też chcą się pozbyć.
- Co ze mną - spytała niewinnym głosem.
- Hmmm... - zamyślił się Ardos - nie wiem i olewam. Pasuje?
Dziewczyna przybrała minę zbitego psa, a na jej oczach zalśniły łzy. Wampir i bard nie dali się jednak nabrać. O zmierzchu gdy pozostali usnęli nasi bohaterowie ruszyli w drogę.

***

Khrone po wielu tygodniach powrócił do dawnej postaci. Miał dość czekania aż magowie rozwiążą jego problemy. Dość całego myślenia i kombinowania. Czas zacząć działać. Wyszedł ze zrujnowanego zamku. Wciągnął ze świtem w nozdrza powietrze i zamyślił się przez chwilę. Tak... Wyczuł ją i wiedział dokąd ma ruszyć. Klasnął w dłonie. Rozwinął skrzydła i wzbił się w powietrze. Zbliżał się jej koniec...
13.06.2011 o godz. 12:51
Wszystkich fanów gier komputerowych zapraszam na serwis http://www.onlygames.pl/


Obecnie najnowsze recenzje to Wiedźmin 2: Zabójcy Królów, DIRT 3, Bulletstorm czy Crisis 2 ;)
Udało mi się tam przypadkiem spłodzić mrowie newsów oraz recenzję Darkspore Beta< http://www.onlygames.pl/artykul-darkspore_beta_-_playtest-1498.html > ;) W przygotowaniu recka The Sims 3 Pokolenia(Gerciu, nie patrz tak, recenzuje się co na chacie leży...). Tak, tak: piszę dla zacnego portalu growego :) Do tej pory z BloBlo wiedziała o tym Namezis, Geralt i Yaizela. Teraz się tym chwalę publicznie :D

P.S. Po Simsach kolej na LEGO Pirates of Caribbean!
05.06.2011 o godz. 22:21
"So hold me when I'm here
Right me when I'm wrong
Hold me when I'm scared
And love me when I'm gone"
3 Doors Down - Love me when I'm gone

"But, I miss you when you're gone
That is what I do....Bay, Bay, Bay
And it's going to carry on,
That is what I knew...Bay, Bay, Bay"
The Cranberries - When you're gone

"Stop breathing if
I don’t see you anymore"
Nickelback - Far Away

Pierwszy miesiąc był katorgą. Jej oczy niemal już nie schły. Płakała nocą gdy nie czuła jego dotyku, za dnia zaś tęskniła za jego głosem. Jego zapach wciąż jej towarzyszył gdy tylko wtulała się w pozostawione w szafie ciuchy. Gdy patrzyła na wspólne zdjęcia serce zdawało się niemal pękać z bólu. Na każdy list z frontu czekała z ogromnym napięciem. Kiedy piąty z kolei nosił na sobie ślady krwi Marta stała się prawdziwym kłębkiem nerwów.

Gregory był jej mężem od niedawna. Cieszyli się jak dzieci gdy w końcu ojciec dziewczyny ustąpił. Z początku polak nie chciał za zięcia Brytyjczyka. Dopiero mrzonki o tytułach szlacheckich przekonały zatwardziałego teścia. Wszystko posypało się dwa miesiące po ślubie. A dokładniej 7 maja 1915 roku. Wraz z Lutisianą na dno poszły ich marzenia o przeprowadzce do Bostonu. Mały domek na odludziu musiał Marcie wystarczyć do jego powrotu.

Wszystko działo się tak szybko, że prawie nie zdążyli się pożegnać. Dopiero gdy go zabrakło rozumiała jak bardzo kocha Gregory'ego. W 1918 USA przystąpiło do wojny. Wysłali go na front. W ostatnim liście pisał: "To co widzę jest przerażające. Nie chcesz wiedzieć ile krwi już przelaliśmy. Marzę o powrocie. Marzę o Twoim ciepłym uśmiechu. O Twoich słodkich ustach". Czytając te słowa wyła z bólu i śmiała się na przemian. Otuchy dawał jej wers "Robię co mogę by wrócić jak najszybciej.".

Jej nadzieja umarła latem bo w lipcu tego samego roku. W popołudniowej godzinie gdy siedziała z matką na ganku przybyła poczta. Tym razem brakowało listu od Gregory'ego. Za samochodem pocztowców przybył jednak wóz z białą gwiazdą namalowaną na drzwiach. Jej nadzieja na chwilę się rozbudziła z pełną mocą. Gdy jednak z auta wysiadł oficer o smutnych oczach wiedziała jakie wieści otrzyma. Zemdlała. Po przebudzeniu doznała paraliżu. Jej ciało odmówiło posłuszeństwa. Członki wykręciły się w nienaturalnych kierunkach, a sama Marta leżała na łóżku krzycząc bo na łzy już zabrakło sił. Oficer oznajmił matce dziewczyny, że wszelki słuch o szeregowym Gregory'm Warringtonie zaginął i najprawdopodobniej nie żyje. Mężczyzna złożył kondolencje wdowie następnie szybko się ulotnił. Marta wiła się w agonii. Chciała by jej serce przestało bić. Zgubiła sens. Straciła jedyną osobę dla której chciała żyć. Widziała wciąż w wyobraźni jego oczy. Dotykała jego ciała i wdychała jego zapach. Wciąż pamiętała jaki jest przystojny. Nie docierało do niej, że wszystko skończone.

***

Dokładnie godzinę później pod dom zajechał kolejny samochód z białą gwiazdą. Ten sam oficer wysiadł z niego pospiesznie i otworzył drzwi po drugiej stronie. O kulach wyszedł z auta Gregory i uśmiechnął się na widok znajomego domu. Gdy przekroczył próg i zobaczył zapłakaną żonę leżącą na łóżku powiedział tylko: Mówiłem przecież że dla Ciebie i zza grobu wrócę.

Doszło do pomyłki. Zupełnie inny Warrington zaginął w akcji. Marta wróciła do żywych. Wraz z mężem.

Morał?
"No matter what gets in my way
As long as there's still life in me
No matter what, remember you know i'll always come for you"
Nickelback - I'd Come for you
25.05.2011 o godz. 01:09
Burza mózgu i takie tam dają się we znaki. Kombinacja alpejska nad początkiem pracy maturalnej doprowadza do lekkiego bzika... Tak więc kilka minut przerwy. Pomyślałem, że może kogoś zainteresuje taki pomysł:
Dajcie znać jakie trzy utwory ostatnio was nawiedzają ;> Czyli, podzielcie się ulubioną muzyką, ale pamiętajcie muzyką! Ówczesny pop, techno, disko polo czy inne pomioty tfu tfu wymioty nie wchodzą w grę. Jeśli chcecie się podzielić muzyką ze mną i z tymi co zaglądają na mojego bloga to obowiązuje zasada - żadnego badziewia...
No i nikogo nie zmuszam, ale może akurat coś komuś się spodoba i pozna nową kapelę której warto posłuchać? Kto wie?
Ode mnie:
1. Creed "Overcome"
2. Eric Clapton "Sky is crying"
3. Nickelback "Next go round"

I bonus:
Huey Lewis and the News "Back in time"

I jeszcze tylko: Sssssskarbie! :)
30.04.2011 o godz. 13:04
Gdy tak człowiek pisze swoje opowiadania i rozważa nad losem bohaterów to nachodzą go różne myśli... Zaczyna się bać o siebie i o swoją lepszą połowę. Zaczyna w myślach błagać o szczęście... Zaczyna wierzyć, że to wszystko nigdy się nie skończy. Najbardziej jednak przeraża go myśl jak bardzo życie jest kruche... I przychodzi ten motyw... Co się stanie kiedy któreś z nas odejdzie, ale nie odejdzie - odejdzie tylko tak fizycznie odejdzie...
Nie wiem czemu tak się boję... Może za dużo w życiu już widziałem. Nie potrzebnie się martwię. Jesteśmy młodzi, piękni(znaczy moja piękna jest piękna, ja nie ;)) i całe życie przed nami. Najważniejsze to nie żałować żadnej chwili. Najważniejsze to żyć tak jakby jutro nie miało przyjść... Bo razem, będziemy żyć wiecznie...


Odganiając czarne myśli... Od prawie roku jestem śmiertelnie(bo do śmierci) zakochany w przecudnej, złośliwej, pięknej, wrednej, uroczej, jędzowatej, inteligentnej, wymagającej, perfekcjonistce - wampirzycy :) I cholernie mi z tym dobrze! Wiem kogo chcę do końca życia wkurzać :D


Wracając do szarej codzienności... Nauka mnie wymęczy...
28.04.2011 o godz. 20:12
"Don't give up on us, don't give up on love
If my life is the price, then my life it will cost
Now that I'm picking up the pieces see the pain that I have caused
It's hard to believe in someone you thought was lost"

Creed - Away in silence

Pamiętnik Ardosa
Wpis Piąty

Usiadłem tak w ciemnościach i myślałem nad tym co mnie czeka. Mijają minuty i godziny... Szukam mojego celu w życiu mając nadzieję, że w końcu ją odnajdę. Mając nadzieję, że uda mi się ją uratować... Bez niej wszystko będzie stracone. Moja egzystencja na tym świecie będzie bezcelowa jeśli ją stracę. Myśl o tym powoduje, że zaczynam się załamywać. To co trzyma mnie przy życiu to zwyczajnie nadzieja... Uda się odzyskam ją i będziemy razem. Odszukam ją... Bo cóż innego się liczy...

***

River opuściła góry mając przeczucie, że coś się zbliża. Pamiętała dokładnie Khrone, hrabiego i ich rozmowę. Ta ostatnia była powodem jej prawdziwego niepokoju. Ponoć nekromanta, którego obawia się demon, ma uwolnić się ze swego więzienia. Hrabia jako członek gildii magów miał na ten temat dużo do powiedzenia...

***
- Panie, Samu niebawem opuści swe więzienie. Nie wiemy jak, wiemy jednak, że nie zdołamy temu zapobiec. - rzekł hrabia.
- Co więc radzą magowie?
- Musisz odwlec pozbycie się rodziny królewskiej. Samu ma niespłacony dług wobec nich i zapewne będzie chciał go wyrównać...
- Co masz na myśli hrabio?
- Nikt inny jak właśnie ojciec River i Maksymiliana żądał przywrócenia łask nekromantom. Dodam, że nekromanci się bardzo z tego cieszyli... Król jednak nakazał wydalenia z nekromanckiej gildii Samu, który w jego oczach był potencjalnym złoczyńcą. Wtedy rozpoczęły się zamieszki wzniecane przez niechcianego nekromantę. Jak ci zapewne wiadomo, Samu był postacią dość lubianą i szanowaną w gildii. Jego charyzma i pewność siebie budziła podziw i powszechną sympatię nekromantów. Podzielił gildię na dwa obozy: zwolenników i przeciwników. Wtedy też król odwrócił się od nich tym samym zaprzepaszczając szansę na odzyskanie przez gildię pełni łask. Wielka rada jako dość konserwatywna instytucja poparła władcę i zrezygnowała z przywrócenia nekromantom ich dawnej świetności. Kilka lat później wiadomo co się stało... Samu urósł w siłę, król oddał swe dzieci w opiekę zaprzyjaźnionych rodzin, a sam zwrócił się o pomoc do gildii magów. Wtedy my przyzwaliśmy ciebie, Khrone... Zadanie, które ci powierzyliśmy wykonujesz póki co dobrze... Cieszę się, że udało się odszukać River. Chcemy jej śmierci, jednak nie dziś... Najpierw wywab Maxa. Później przeklniemy River i przy jej pomocy odszukamy Samu, nim ten przyjdzie po Ciebie. Pamiętaj, że rola gildii magów musi pozostać tajemnicą!
- Spokojnie hrabio, pamiętam... Nie zawiedziecie się na mnie...

***

River wiedziała co ją czeka. Demon Khrone uciekł ze świata ciemności dzięki magom. Teraz posłuszny ich woli wykona każde zadanie byle tylko odzyskać pełnię wolności. Samu z kolei z radością zgładzi dziedziczkę tronu króla, którego pragnął obalić. Pośród tego szaleństwa nieświadomy niebezpieczeństwa Ardos jest idealną przynętą... River bała się, co będzie jeśli Samu dotrze do niego przed nią. Pozostawała nadzieja, że nekromanta nie zna tożsamości jej ukochanego...

***

- Witaj przyjacielu! - wykrzyknął Mieszko z uśmiechem.
Jego mardadzki kuzyn był w rzeczywistości pół krasnoludem i jak stwierdził bard prawdziwą chlubą rodziny. Jego miecze nie tylko były rozchwytywanym towarem, ale również służyły obrońcom granic za czasów świetności królestwa. Za panowania dawnego Khrone Siemosyt, kuzyn Mieszka był prawdziwą sławą. Obecnie jego miecze kupują jedynie osoby prywatne, bo granic królestwa pilnują magowie, którzy nie korzystają z takiego oręża. Mardaczanin tęsknił do dawnych lat. Kiedyś żyło mu się dostatniej.
Teraz w kuźni wspierała go żona Berda oraz chłopiec na posyłki Szczepan. Całego gospodarstwa zaś strzegł Brutus, pies rasy "śliniące się bydle" o łagodnym usposobieniu. Siemosyt twierdził jednak, iż potrafi ugryźć. Ardos póki co odnotował, że Brutus umie brawurowo ślinić mankiety płaszcza.
Kiedy zasiedli do stołu, a Berda podała im kufle pełne pienistego piwa, Ardos zrozumiał, że trafili pod dobry dach. Berda tęgą kobietą ważącą zapewne dwa razy tyle co mąż. Było jednak po nich widać iż są szczęśliwym małżeństwem. Wszystko robiła z uśmiechem, a mąż kątem oka obserwował jej ruchy. Kiedy opuściła kuchnie uśmiechnął się do Mieszka.
- Z każdym dniem piękniejsza - oznajmił.
- Owszem kuzynie, przygruchałeś sobie prawdziwą gołąbeczkę.
- Och, dobrze wiem, że nie podzielasz mojego entuzjazmu. - zaśmiał się Siemosyt - Mamy inne gusta, ale pamiętaj, kochanego ciałka nigdy za wiele.
Mieszko mrugnął porozumiewawczo do Renftrei.
- Słyszałaś pindo?
- Zawrzyj pysk bardzie.
Siemosyt wybałuszył oczy.
- Coście mi tu przywieźli za pyskatą dziewkę? Powinna się dogadać z moim pomocnikiem, Szczepanem. On by jej pokazał co to znaczy zawrzeć pysk...
- Co masz na myśli? - Spytał Mieszko.
- Ten to takim językiem włada, że czasem brak mi słów. Nauczyłem się od niego takich wulgaryzmów... - urwał w pół zdania - No, ale co was sprowadza przyjaciele...
Zdążył skończyć zdanie gdy do drzwi izby ktoś załomotał.
Po chwili do kuchni wpadł zdyszany Szczepan i powiedział:
- Panie, oblegają miasto! Magowie zaatakowali.
- Jak to zaatakowali? Przecie oni władają tą krainą teraz.
- Ponoć szukają wampirów... Mimo to mordują każdego kto im się sprzeciwi. Musimy szybko uciekać...
Siemosyt spojrzał na Ardosa srogim wzrokiem.
- Przyjaciele... Czy chcecie mi o czymś powiedzieć?
28.04.2011 o godz. 17:33

Kochałem całą duszą!
Święciłem każdą chwilę!
W imię wiecznej miłości!
PATRZ... W CO MÓJ BÓG...
TERAZ...
ZAMIENIŁ MNIE!!!!!!!!

[EDIT]Jest już dobrze, ale krew we mnie zawrzała, a serce zatrzymało się na kilka chwil...

"If you don't stand for something, you'll fall for anything."
Tagi: nbnb
06.04.2011 o godz. 00:44
Tenen
Ma voi ridika din mormint
Skąd: Wlkp
O mnie: And if I only could, make a deal with God, And get him to swap our places, Be running up that road, Be running up that hill, Be running up that building...
statystyki
sekcja użytkownika